W oczekiwaniu na beatyfikację. 40 rocznica śmierci Prymasa Wyszyńskiego

Kard. Stefan Wyszyński zmarł w opinii świętości 28 maja 1981 r. o godz. 4.40 nad ranem, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na jego pogrzeb 31 maja w Warszawie przybyły setki tysięcy ludzi. Za życia i po śmierci cieszył się szeroką sławą świętości. Osiem lat po śmierci rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 40 lat później – 12 września 2021 r. w Warszawie odbędzie się beatyfikacja.

O ile za życia był nierzadko krytykowany, długo więziony przez komunistyczne władze i na różne sposoby ograniczany w poczynaniach duszpasterskich, czy osamotniony w swoim działaniu, to umierał podziwiany, wręcz w uwielbieniu – zauważa o. Zdzisław Kijas OFMConv., relator procesu beatyfikacyjnego Prymasa Tysiąclecia w watykańskiej kongregacji spraw kanonizacyjnych.

Potrafił być – jak pisał jego pierwszy biograf – niezłomny w swoich zasadach i elastyczny w działaniu. “Ważne, aby odkryć w Wyszyńskim nie tylko lidera, interrexa, ale również człowieka, który miał głębokie życie wewnętrzne” – podkreśla polski franciszkanin z Watykanu.

[odstep]

Rok 1981. Ostatnie dni i chwile

“Świadkowie opisują jak bardzo Prymas w modlitwie towarzyszył Janowi Pawłowi II przebywającemu po zamachu w Klinice Gemelli, a papież towarzyszył umieraniu Księdza Prymasa” – przypomina w niedawnym wywiadzie kard. Kazimierz Nycz.  (Przeczytaj więcej >> Żyć w blasku poprzednika

[odstep]

1 kwietnia – Prymas Wyszyński w swych zapiskach odnotowuje: „Rozpoczyna się Via dolorosa wśród przyjaciół Hioba. Dzień dla mnie doniosły, wydaje mi się, że jest to initium fini (początek końca)”.
3 kwietnia – konsylium lekarzy wysuwa podejrzenie choroby nowotworowej i informuje Prymasa o powadze sytuacji.

„Właściwie nie wiem, na co choruję; moi lekarze też jeszcze nie wiedzą. Czekają na dalsze wyniki analiz – czytamy w zapiskach”.

13 kwietnia dokładne badania potwierdzają: wykryto komórki nowotworu złośliwego o najwyższej aktywności w jamie brzusznej. Interwencja chirurgiczna zostaje wykluczona ze względu na przeciwwskazania medyczne.
15 kwietnia ogłoszono komunikat sekretariatu Prymasa o chorobie przewodu pokarmowego kard. Wyszyńskiego, wzywając do modlitw w jego intencji.
16 kwietnia w Wielki Czwartek chory Prymas nie mógł uczestniczyć w corocznej Mszy Krzyżma dla kapłanów w archikatedrze. Zanotował wtedy:

„Moim obowiązkiem biskupa było dziś stanąć w pośrodku Prezbiterium Kościoła warszawskiego i przyjąć odnowienie przyrzeczeń kapłańskich. Jednak trudno jest wytłumaczyć biskupowi, że może tego nie uczynić i że to może być łaską… służyć ludowi Bożemu cierpieniem”.

18 kwietnia w Wielką Sobotę powiedział do zebranych domowników:

„Miałem czas przez te dwa tygodnie pobytu w łóżku zastanowić się nad tym, jak wielki to dar Boży – czas, którego Bóg dał mi tyle – blisko 80 lat. I co to jest życie, które chociaż u mnie nie było wolne od najrozmaitszych przeszkód i trudności, to jednakże zawsze było łaską i miłością. Ale ponieważ Bóg jest Dawcą życia i czasu, dlatego też jestem całkowicie pogodzony z tym, że On może dać i może odebrać”.

12 maja, w 35. rocznicę konsekracji biskupiej, odprawił ostatnią w życiu Mszę świętą.
16 maja przyjął sakrament chorych. Do swoich najbliższych współpracowników powiedział wtedy:

Moja droga była zawsze drogą Wielkiego Piątku na przestrzeni tych trzydziestu pięciu lat służby w biskupstwie. Jestem za nią bardzo Bogu wdzięczny. (…) Testamentu nie piszę żadnego, prócz tego, który posiadają biskupi Modzelewski i Dąbrowski. Zwłaszcza nie piszę testamentu pastoralnego. Przyjdą nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych mocy, Bóg je da w swoim czasie. Pamiętajmy, że jak kardynał Hlond, tak i ja wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej i wiem, że nie będzie słabszą w Polsce, choćby ludzie się zmieniali. Ze swej strony przyjmijcie moje pokorne błogosławieństwo: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

20 maja pożegnał się z Matką Bożą Nawiedzenia, której Obraz peregrynujący po Polsce specjalnie przywieziono do Domu Arcybiskupów Warszawskich.
22 maja pożegnał się z Radą Główną Episkopatu Polski. To było jego ostatnie przemówienie.

„Powiedziałem już, że żadnego programu nie zostawiam, dlatego że mój następca nie może być skrępowany żadnym programem. Musi rozeznawać sytuację Polski i Kościoła z dnia na dzień i stosownie do tego układać program pracy. Program w Polsce nie może być sztywny. Nasza stałość wyraża się w „Credo”, wyraża się w „Ojcze nasz”, w „Zdrowaś Maryja”, w Ślubach Jasnogórskich, w zawierzeniu, które Jan Paweł II uczynił na Jasnej Górze. A reszta jest płynna”

25 maja rozmawiał telefonicznie z Janem Pawłem II, który zadzwonił do niego z kliniki Gemelli w Rzymie
26 maja rano nastąpiło nagłe pogorszenie stanu zdrowia. Lekarze stwierdzili, że stan Prymasa jest krytyczny. W kaplicy zebrali się domownicy. Zapalono gromnicę. Konający Ksiądz Prymas usiłuje śpiewać „Chwalcie łąki umajone”. Jego stan ulega chwilowej poprawie – wspominają świadkowie.
W nocy z 27 na 28 maja lekarze nieprzerwanie czuwają przy łóżku Prymasa a w kaplicy trwa nieustanna modlitwa. Nad ranem pogłębiają się zaburzenia pracy serca. Przy łożu zbierają się lekarze i domownicy, którzy odmawiają modlitwy za konających. O godzinie 4.40 lekarze stwierdzają zgon. Komunikat lekarski głosi, że przyczyną zgonu był „rozsiany proces nowotworowy jamy brzusznej o wybitnej złośliwości”.

[odstep]

Z Testamentu Prymasa Polski

(fragmenty)

“Kościołowi w Polsce służyłem według najlepszego mojego zrozumienia Jego sytuacji i potrzeb. (…) Uważam sobie za łaskę, że mogłem z pomocą Episkopatu Polski – przygotować Naród przez Wielką Nowennę, Śluby Jasnogórskie, Akt Oddania Narodu Bogurodzicy w macierzystą niewolę Miłości i Społeczną Krucjatę Miłości – na nowe Milenium. Gorąco pragnę, by Naród Polski pozostał wierny tym zobowiązaniom”.

[odstep]

“Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo Prawdzie jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich Rodaków sprawujących władzę w Państwie. Świadom wyrządzonych mi krzywd przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycali”.

[odstep]

Praca ostatnich lat w dwóch archidiecezjach była trudna do pogodzenia z obowiązkami legata papieskiego i prymasa Polski oraz przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Brak czasu dla wnikliwszego zajęcia się sprawami tych Archidiecezji mógł wywołać niezadowolenie Duchowieństwa i Wiernych – za co najpokorniej ich przepraszam. Wiem jedno, że czasu nie traciłem.